Szukaj
Polub nas!

mamuty fot Pixabay(fot. Pixabay)„Białe złoto” Syberii

Na łamach Kalejdoskopu pisaliśmy już o niszczycielskiej działalności kłusowników, którzy zabijają masowo słonie i nosorożce dla ich kłów i rogów, które na czarnym rynku są cennym towarem. W dalekich ostępach mroźnej Syberii odbywa się od pewnego czasu kłusownictwo zupełnie innego rodzaju. Nie wymaga zabijania żadnych zwierząt, za to zyski są wielokrotnie większe…

Na północnych krańcach Syberii, pokrytej w znacznej mierze wiecznym lodem, działają grupy ludzi, które szukają kłów mamutów. Jak wiadomo, przodkowie dzisiejszych słoni wyginęli mniej więcej 10 tysięcy lat temu, a naukowcy nadal sprzeczają się o przyczyny tego zjawiska. Mamuty żyły kiedyś praktycznie w całej Europie, Ameryce Północnej oraz na północnych obszarach Azji. Te, które zginęły na tym ostatnim terytorium, zostały następnie przykryte grubą warstwą lodu, co spowodowało, iż osobniki te zachowały się do dnia dzisiejszego w bardzo dobrym stanie.

Nikt nie wie dokładnie, ile mamutów zalega pod syberyjskimi lodami. Faktem jest jednak to, że ludzie zainteresowani mamucimi kłami odnoszą dość spektakularne sukcesy. Pojedynczy kieł, który jest znacznie większy od słoniowego, wart jest zwykle ok. 30 tysięcy dolarów. A ponieważ Rosjanie szukający tych skarbów zarabiają zwykle w swoim kraju marne grosze, każde takie znalezisko to przepustka do znacznie lepszego życia.

Ostatnio nowozelandzki fotograf, Amos Chapple, towarzyszył syberyjskim mamucim kłusownikom przez kilka tygodni, obserwując ich pracę i jej rezultaty. Chapple zaczynał swoją karierę w roku 2003 w jednym z głównych dzienników Nowej Zelandii. Potem zaczął pracować dla UNESCO, by ostatecznie w roku 2012 zupełnie się usamodzielnić jako „wolny strzelec”.

Teoretycznie szukanie i odzyskiwanie mamucich kłów w Rosji jest nielegalne. W praktyce jednak działalność ta, w bardzo odludnych i trudno dostępnych terenach, prowadzona jest prawie bezkarnie. Czasami kłusownicy natykają się na tzw. „zielonych”, czyli patrole leśniczych. Jednak przyłapani na szukaniu mamutów ludzie zwykle karani są tylko symbolicznymi mandatami.

Chapple obserwował metody działania kłusowników. Jeszcze kilka lat temu posługiwali się oni długimi, ostrymi kijami, przy pomocy których nakłuwali grubą warstwę śniegu, szukając jakichkolwiek śladów mamutów. Dziś jednak posługują się zwykle dużymi pompami wodnymi, czerpiącymi wodę z pobliskich rzek. Kruszą w ten sposób wieczną zmarzlinę, obnażając to, co jest pod spodem. Jest to proces, który w znacznym stopniu niszczy środowisko naturalne, ale nikt się tym za bardzo nie przejmuje. Kły mamuta coraz częściej nazywane są w tych okolicach „białym złotem”. Czasami też znajdowane są rogi włochatych nosorożców, które wymarły mniej więcej w tym samym czasie co mamuty. Każdy róg tego zwierzęcia można sprzedać za ok. 15 tysięcy dolarów.

Jak zaobserwował Chapple, życie syberyjskich kłusowników nie należy do łatwych. Koczują zwykle w namiotach w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych. Wielu z nich nigdy nie znajduje mamucich kłów i wraca do domu bez grosza. Wszyscy oni są uzbrojeni i posiadają race, które służą do odstraszania dzikiej zwierzyny, przede wszystkim niedźwiedzi i tygrysów. Wódka konsumowana jest codziennie i w ogromnych ilościach, co jednak zdaje się nie wpływać w żaden sposób na kłusowniczą pracę.

Gdy dochodzi do znalezienia pod lodem ciała mamuta, wydobycie jego kłów na powierzchnię nie jest bynajmniej zadaniem łatwym i czasami wymaga kilkudniowej ciężkiej pracy. Przez ostatnie lata wykształcili się jednak „specjaliści”, którzy już sami nie grzebią w błocie i lodzie. Aleksander Watagin przyznaje, że ci, którzy wiedzą, co robią, mogą na syberyjskich poszukiwaniach zarabiać ponad 20 tysięcy dolarów dziennie. Do niego szczęście uśmiechnęło się na początku XXI wieku, kiedy to znalazł czaszkę̨ prehistorycznego zwierzęcia, którą̨ sprzedał amerykańskiemu kolekcjonerowi za 35 tysięcy dolarów. To wystarczyło na rozkręcenie własnego biznesu. Dziś́ Watagin lata nad syberyjską tundrą helikopterem. Co kilka tygodni ląduje w osadzie Andiuszkino na północno-wschodnim krańcu Jakucji. Tam skupuje mamucie szczątki znoszone przez rybaków i pasterzy. Płaci im od 10 do 200 dolarów za kilogram, a potem wszystko to sprzedaje z wielkim zyskiem, często 10-krotnym. Nie ma jednak wyrzutów sumienia, bo twierdzi, że w sumie zarabiają na tym wszyscy.

Jakucja, teren dziesięć razy większy od Polski, kryje w sobie największe zasoby mamucich szkieletów i kłów. Równie atrakcyjne są Tajmyr i Jamał, ale są to tereny tak odludne, że mało kto ośmiela się tam zapędzać. Kłusownikom od pewnego czasu sprzyja ocieplanie się ziemskiego klimatu, w wyniku czego warstwa wiecznej zmarzliny kurczy się, a nad powierzchnię zaczynają wystawać szczątki zwierząt.

Dlaczego jednak kły mamutów są tak cenne? W zasadzie uważane są one przez kolekcjonerów za szlachetną odmianę kości słoniowej. Najstarsze wzmianki o wykorzystywaniu kości mamutów do wyrobu różnych przedmiotów pochodzą̨ z IV wieku p.n.e. W Europie pierwszej udokumentowanej sprzedaży tego towaru dokonano w 1611 roku w Londynie. Od tego momentu na rynki europejskie zaczęły napływać coraz większe ilości tajemniczego surowca z przejmowanej przez Rosjan Syberii. Wykonywano z niego kule bilardowe, klawisze instrumentów, figury szachowe, różańce, tabakiery, wisiorki itp. Wcześniej, gdy przed 40 tysiącami lat na Syberii pojawili się ludzie, zaczęli polować na mamuty. Jedli ich mięso, odziewali się w ich skóry, a z kości i kłów wytwarzali narzędzia, broń, ozdoby i szkielety szałasów.

Oczywiste jest to, iż syberyjskie zasoby prehistorycznych kości nie są nieograniczone. Na razie jednak interes kwitnie, mimo że teoretycznie pozostaje nielegalny.

Krzysztof M. Kucharski