Szukaj
Polub nas!
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (1 Vote)

Przybysze znikąd

Komety są zjawiskiem niezwykłym. Różnej wielkości, pojawiają się nieregularnie, niepodobne do gwiazd i planet. Niektóre przypominają mglisty obłok, większość jednak ciągnie za sobą długi warkocz...

W świecie starożytnym i w średniowieczu ścierały się ze sobą dwie hipotezy co do ich istoty. Greccy uczeni i filozofowie uważali, że podobne są one do planet i mają pozaziemskie pochodzenie. Według drugiej hipotezy, to zjawiska atmosferyczne będące efektem zawirowań powietrza oraz wybuchów ognia i dymu.

Arystoteles, którego poglądy były wyrocznią w średniowiecznej astronomii, uważał komety za zjawisko astronomiczne, argumentując to różnicą wyglądu planet i komet oraz faktem, że te ostatnie bardzo często przebywają poza zodiakiem, czyli układem słonecznym. Warto przypomnieć, że to on powiązał pojawienie się bardzo jasnej komety w 371 r. p.n.e. z trzęsieniem ziemi i wyjątkowo suchą zimą, a w 30 lat później z gwałtowną burzą, jaka przeszła nad Koryntem. Od tego czasu przez 2 tys. lat komety kojarzono z negatywnymi zjawiskami: cyklonami, pożarami, powodziami i śmiercią władców. Nigdy nie uważano ich za zwiastun dobrych wiadomości.

W wiekach XV i XVI zaobserwowano szczególnie dużo komet, bo aż 21. Opisano je dokładnie, oczywiście z towarzyszącymi im katastrofami.

Wyjątkowo chlubnie na tym tle prezentuje się trzytomowe dzieło naszego rodaka Stanisława Lubienieckiego „Teatrum cometicum”, wydane w 1668 r., w którym autor opisał nie tylko komety, ale towarzyszące im wszystkie wydarzenia pozytywne i negatywne dowodząc, że nie ma podstaw do twierdzenia, iż są one zwiastunem jedynie tragicznych zdarzeń.

W drugim tomie noszącym tytuł „Historia universalis omnium cometarum”, Lubieniecki opisał łącznie 415 komet od biblijnego potopu do 1665 r. Wśród nich znajdują się opisy i ilustracje komet zaobserwowanych przez Kopernika z lat 1531, 1532 i 1533.

Warto – według przekładu prof. Jana Gadomskiego – niektóre z tych opisów zacytować.

„Roku Świata 1657, tj. przed narodzeniem Chrystusa 2312 lat, gdy Noe miał lat 600. Wtedy potop zalał całą Ziemię. Pojawiła się wówczas kometa w Rybach pod Jowiszem, która w czasie 29 dni przebiegła wszystkie znaki zodiaku.”

Rok 1024. „Przepowiednią dość wyraźną jego Bolesława Chrobrego śmierci była kometa, wielkim światłem błyszcząca tak, iż ludzie zaraz zmiarkowali, że męża i króla wielkiego niebo wezwie do swej chwały.”

Rok 1211. „Tegoż roku w miesiącu maju ukazała się kometa, która ogon swój rozciągając od wschodu ku zachodowi, przez dni osiemnaście błyszczała na niebie, a jako najbardziej wysuniona ku krajowi Ruskiemu, wróżyła im klęskę, którą roku następnego poniosły od napadu Tatarów.”

Jako pierwsi naukowo do problemu komet podeszli Giralamo Frecastoro i Peter Apian, stwierdzając, że warkocze komet skierowane są zawsze przeciwnie do Słońca. Decydujący wkład w obserwacje miał Duńczyk Tycho de Brache, który na podstawie obserwacji komety z 1577 roku obliczył, że przeleciała ona w odległości 4 razy większej (1520 tys km) niż odległość Księżyca od naszej planety (średnio 380 tys. km), co było pierwszym dowodem na jej pozaziemski charakter.

Z kolei Kepler, po obserwacjach w 1607 r., zauważył, że nie mogą być one ciałem stałym tak jak planety. Wyznaczył tor komety, twierdząc, że podąża w kierunku Słońca po linii prostej z nieskończoności w nieskończoność. Zakwestionował to twierdzenie polski astronom Jan Heweliusz, który uważał, że tory komet są zakrzywione. Izaak Newton był przekonany, iż podobnie jak planety poruszają się one po elipsach, mimo że z pierwszych jego obliczeń wynikało, iż orbita komety, którą obserwował, jest parabolą.

Największy wkład w poznanie zjawiska miał Edmund Halley. Urodził się 29 października 1656 r. w Haggerston koło Londynu. Ukończył uniwersytet oksfordzki. Jego zainteresowania były bardzo rozległe. Jako inżynier, a zarazem kapitan floty angielskiej, fortyfikował Triest. W 1675 r. został pomocnikiem dyrektora Obserwatorium Astronomicznego w Greenwich, Flamsteeda. Dzięki uporowi Halleya już w następnym roku zorganizowano ekspedycję astronomiczną na wyspę Św. Heleny. W wyniku prowadzonych tam obserwacji opracował on atlas 360 gwiazd nieba południowego.

Już jako sekretarz londyńskiego Towarzystwa Królewskiego wizytował w Gdańsku Heweliusza, dyskutując z nim o budowie lunet i prowadzeniu obserwacji astronomicznych. W Oksfordzie został dyrektorem Katedry Geometrii, ale zwieńczeniem jego kariery było stanowisko dyrektora Obserwatorium w Greenwich, a jednocześnie funkcja astronoma królewskiego. Był świetnym matematykiem, co udowodnił opracowując metody geometryczne rozwiązywania równań matematycznych. Zajmował się logarytmami, funkcjami trygonometrycznymi, badał zjawisko magnetyzmu ziemskiego, naturę wiatrów tropikalnych, ale jego największą pasją była astronomia.

Halleyowi zawdzięczamy wyliczenie średniej odległości Ziemi od Słońca (149,6 mln km), którą to wartość przyjęto za jednostkę astronomiczną. Wyznaczył ją, obserwując przejście planet przed naszą gwiazdą dzienną. Był autorem metody ustalania szerokości geograficznej na podstawie pozycji Księżyca.

W 1682 r., jako początkujący astronom, rozpoczął obserwację komety o dużej jasności i obliczył jej orbitę. Nazwano ją później jego nazwiskiem. Potem zestawił dane z obserwacji 24 komet, jakie pojawiły się w latach 1337-1698 i w 1705 opublikował pierwsze zestawienie elementów kometarnych.

Kometa składa się z głowy i warkocza, zwanego także ogonem. Głowę tworzy jądro i tzw. koma. Jądro o średnicy od kilkuset metrów do kilkudziesięciu kilometrów złożone jest z pyłu lodowego, śniegu i cząstek stałych. Komę tworzą gazy i cząsteczki stałe wydzielające się z jądra. Jej rozmiary, a więc i całej głowy, rosną w miarę zbliżania się do Słońca, gdyż w wyniku promieniowania słonecznego i wzrostu temperatury zwiększa się ilość gazów. Średnica głowy sięga wtedy nawet 10 mln km.

Warkocz komety to najbardziej efektowna jej część, a jego długość dochodzi do 500 mln km. Gęstość ogona jest niewielka, bo jasność gwiazd widocznych przez warkocz jest niezmieniona. Najczęściej tworzą go cząsteczki wody, azotu, tlenku węgla i drobne pyły.

Komety dzielimy na obserwowane tylko jeden raz (jednopojawieniowe) i okresowe, obiegające Słońce ze stałą częstotliwością. Komety „jednopojawieniowe” – stanowiące 80 procent obserwowanych obiektów – poruszają się w kierunku przeciwnym do ruchu planet, a okresowe zgodnie z ich ruchem. Najbardziej znaną kometą okresową jest – pojawiająca się regularnie co 76 lat – kometa Halleya, która widoczna była po raz ostatni na naszym niebie w 1986 r.

Na temat pochodzenia komet nadal trwają wśród uczonych spory. Jedni twierdzą, że powstały one gdzieś w przestrzeni międzygwiezdnej i pojedynczo wchodzą do układu słonecznego; inni, że przechwycone zostały przez pole grawitacyjne Słońca; jeszcze inni, że powstały wraz z całym układem planetarnym.

Komety nazywane są nazwiskami ich odkrywców. Polacy zajmują w tym zestawieniu poczesne miejsce. W latach 1652-77 odkryto siedem komet, z których sześć nosi imię Jana Heweliusza. Po dwóch i pół wieku w katalogach pojawiły się znowu polskie nazwiska Orkisza i Wilka, którzy w latach 1925-37 odkryli sześć nowych obiektów. Od roku 240 p.n.e., z którego pochodzi pierwszy zapis o komecie, do czasów nam współczesnych zaobserwowano ich prawie 860.

Niektóre zasługują na szczególne omówienie. W 1774 r. kometa Chaseaux ciągnęła za sobą aż sześć warkoczy, a była tak jasna, że obserwowano ją w ciągu dnia. Wielkim zaskoczeniem była kometa Bieli, która w 1846 r. rozpadła się na dwie części, a w 6 lat później rozpadła się całkowicie, tworząc rój meteorów Andromedyd, pojawiających się na niebie co roku między 22 a 27 listopada.

Najjaśniejszą kometę XX wieku odkrył japoński amator astronom 51-letni Juji Hyakutake. 30 stycznia 1996 r. zobaczył on przez lornetkę kometę, którą zgodnie z tradycją nazwano później jego imieniem. Przemierzała konstelację Wolarza i Małego Wozu. Miała rekordowej długości warkocz ponad 500 mln km. W chwili największego zbliżenia do Ziemi jej głowa była dwa razy większa od tarczy Księżyca. Minęła Ziemię z prędkością 70 km/sek w odległości zaledwie 15 mln km, co w astronomii uważane jest za przysłowiowy „włos”. Była to najmniejsza odległość, na jaką kiedykolwiek kometa zbliżyła się do naszej planety. Jedynie tylko kometa Halleya w roku 1910 ominęła nasz glob nieco dalej, bo w odległości 26 mln km. Hyakutake była tak jasna, że widać ją było gołym okiem nawet w pełnym świateł mieście. Powróci do nas dopiero za 1020 tys.lat.

Nie tak już jasna była kometa Hale-Boppa, która pojawiła się w rok później. Jej warkocz rozciągał się na długości zaledwie 50 mln km.

Jak twierdzą niektórzy, obie były zapowiedzią tragicznej powodzi, która nawiedziła południowo-zachodnią Polskę, czyniąc ogromne zniszczenia.

Ludwik Kostuś

Fot.: Wikimedia Commons